Uff, jak gorąco! Końcówka czerwca daje nam zupełnie nową jakość ciepła. A to dopiero początek zmian, za które odpowiada globalne ocieplenie. Z wyższymi temperaturami trzeba się będzie oswoić. Mamy też kilka pomysłów, co robić w upalne dni, gdy z nieba leje się żar.

Osobiście najchętniej siedziałabym w basenie lub nad wodą. Nie każdy jednak może to urzeczywistnić, większość musi przetrwać w rozgrzanym mieście – jedni pracują w klimatyzowanych pomieszczeniach; a inni, jeśli maja pracę zdalną – w swoim mieszkaniu.  Co zatem robić w gorące dni i jak przetrwać?

Po pierwsze.

Zamykamy okna i zasłaniamy zasłony. Nie wpuszczamy żaru do środka. Wietrzymy, gdy minie najgorszy upał, czyli późnym wieczorem. Jeśli okna wychodzą na południe lub zachód najlepiej mieć rolety, które odbijają promienie słoneczne. Można też wykleić folią złoto-srebrną szyby, a także w uchylonym oknie wywiesić mokry ręcznik.

Po drugie.

Niekiedy jednak trzeba wyjść – co ważne pamiętajmy, że promienie upalnego słońca atakują głowę i  oczy. Promienie ultrafioletowe są szkodliwe nie tylko dla skóry, lecz także dla oczu – trzeba się przed nimi chronić. Należy mieć zawsze kapelusz ( może być z dużym rondem) i okulary przeciwsłoneczne!

Po trzecie.

Garderoba – odpowiednia, bo przecież w pracy nie możemy być w kostiumie kąpielowym, a nagość póki co nie jest wskazana w miejscach publicznych. Warto zaopatrzyć się w przewiewne, niezbyt dopasowane ubrania, uszyte z naturalnych tkanin. Na lato polecam len, jedwab oraz tak zwaną „zimną wiskozę”, która daje na skórze wrażenie chłodu.

Po czwarte.

Niezbędnym wyposażeniem może okazać się wiatrak, wiatraczek lub wachlarz. Chłodny powiew może pomóc przetrwać godziny upalnego szczytu. Wiatraki na prąd są mało ekologiczne i nie ekonomiczne, bo zużywają sporo energii elektrycznej, ale małe wiatraczki, które działają na baterię mają dodatkowy atut – są kompaktowe, można je mieć pod ręką, gdy trzeba będzie jednak wyjść z domu. Zwolenniczki klasycznych rozwiązań chętniej wybiorą wachlarz, który w upały sprawdza się znakomicie i, co ważne, dodaje charakteru letnim stylizacjom.

Po piąte.

W czasie upałów o wiele mniej jemy. Warto zwrócić uwagę na odpowiedni jadłospis.  Ograniczając liczbę i porcję posiłków, zwiększa się ryzyko odwodnienia organizmu – trzeba pamiętać, że pożywienie też dostarcza nam wodę. Dlatego w upalne dni jedzmy dużo warzyw i owoców, które są świetnym źródłem wody. I pijmy, nie tylko wodę, ale również fermentowane napoje mleczne. Mnie nic tak dobrze nie robi w upał jak kefir, maślanka czy zsiadłe mleko. Oczywiście zawsze wskazana jest woda, zielona herbata i napar mięty – to napoje najlepsze na upał. Warto mieć zawsze przy sobie butelkę z wodą.

Po szóste.

Gdy panują upały trudniej o koncentrację i ochotę do jakiejkolwiek aktywności, o pracy nie wspominając. Na dodatek pocimy się, co bywa kłopotliwe, bo nie zawsze możemy wskoczyć  pod prysznic. Chociaż taki kwadrans w łazience czyni cuda! Polecam zatem wodę termalną w spreju – potrafi skutecznie orzeźwić, gdy zmęczona upałem głowa staje się ciężka i trudno się skupić. Ma też oczywiście właściwości pielęgnacyjne, działa dobroczynnie na cerę, nawilżając ją i dostarczając mikro- i makroelementy. W upały najlepiej trzymać ją w lodówce, podobnie jak kremy i żele do twarzy.

Po siódme.

Nie zapominajmy o zwierzętach. Tych własnych i tych bezpańskich. Uzupełniajmy wodę w misce, nie wychodźmy na spacer w największy upał, a jeśli widzimy, że pies lub kot bardzo się męczy, ciężko dyszy lub – co gorsza – wymiotuje, kupujemy mu matę chłodzącą, która szybko wyrównuje temperaturę ciała zwierzaka. Maty mogą być różnego typu: żelowe, wypełnione wodą lub aktywowane wodą. W większych skupiskach przy restauracjach i sklepach coraz częściej wystawiane są miski z wodą, dla zwierząt i ptaków, które podczas upałów, podobnie jak my ludzie, szukają schronienia.